Psalm stanowi nieodłączną część Liturgii słowa podczas każdej niemal Mszy św. Treść jego zintegrowana jest z całą liturgią, szczególnie zaś z pierwszym czytaniem. Niekiedy jest on zastąpiony jednym z kantyków biblijnych, jeśli ten bardziej odpowiada treści liturgii.
Odśpiewanie lub odczytanie psalmu – jako, że jest Słowem Bożym – powinno się dokonać z miejsca głoszenia Słowa, tj. z ambony. W Polsce przyzwyczailiśmy się do śpiewania psalmu przez organistę, który równocześnie akompaniuje sobie na organach i jest zwykle niewidoczny dla wiernych. Ta sytuacja jest jednak niezdrowa. Jeśli psalm śpiewać ma organista, powinien zrobić to z miejsca głoszenia Słowa[1]. W tym kontekście nie powinien nikogo dziwić śpiew bez akompaniamentu organów (często zresztą takie rozwiązanie może być z korzyścią dla śpiewu).
Aby wykonanie psalmu było rzeczywiście głoszeniem Słowa Bożego, niezbędne jest, aby śpiewający sam doświadczał jego obecności i działania w swoim życiu. Częste śpiewanie danego psalmu (czy psalmów w ogóle) przy pewnej „nieuwadze” doprowadzić może do rutyny, co wcześniej czy później przejawi się w sposobie śpiewania i będzie dla wiernych antyświadectwem modlitwy. Aby temu zapobiec, możemy np. modlić się psalmami sami, poza liturgią, jakby „bezinteresownie”. Doświadczymy wtedy ich piękna i mocy.
Każdy z nas musi jeszcze raz dokonać „rewizji” swojego śpiewu psalmów. Zwróćmy uwagę na niektóre problemy natury technicznej, a wśród nich niżej wymienione.
Niezmiernie ważnym elementem śpiewu jest dykcja. Nie jest to tylko sprawa estetyki języka, ale przede wszystkim warunek skutecznego przekazu treści. Ideałem jest śpiew bez użycia mikrofonu. Gdy jednak jest to trudne do zrealizowania, zwróćmy uwagę, czy głos śpiewającego nie „przygłusza” wiernych.
Tempo recytacji nie powinno być ani zbyt wolne ani zbyt szybkie. Może w przybliżeniu odpowiadać tempu naturalnej mowy. Niestety często słyszymy psalm śpiewany zbyt szybko.
Zadajmy sobie pytanie, czy tempo refrenu śpiewanego przez nas na początku jest możliwe do powtórzenia przez wiernych. Bardzo często zdarza się, że solista śpiewa znacznie szybciej niż wierni, podczas gdy to on powinien sobie wcześniej wyobrazić tempo, w którym jest w stanie zaśpiewać duża liczba osób (dodajmy – mniej wykształconych i śpiewających bez użycia mikrofonu). Podobnie ma się rzecz z kwestią oddechu w refrenie. Owszem, wykształcony muzyk jest w stanie zaśpiewać cały refren na jednym oddechu, jednak wierni takiego wykonania nie powtórzą. Musimy ciągle pamiętać, że inną miarę wymagań przykłada się do jednostki, inną zaś do grupy. Oddech taki nie powinien jednak naruszyć pulsu. Jeżeli tempo refrenu będzie miało stosowny i wystarczający „ciężar” (dla ćwierćnuty ok. 60), ten roboczy i szybki oddech będzie w ramach ostatniej sylaby pierwszego motywu melodii. Byłoby bardzo niestosowne rozbicie tak krótkiej frazy, jaką jest refren psalmu, na dwa oddzielne wersy.
Obok tempa i oddychania „zbadajmy” również rytm psalmów, zwłaszcza zaś ich refrenów. Większość polskich melodii refrenów zaczyna się rytmem: ćwierćnuta - ósemka - ósemka - ćwierćnuta - ćwierćnuta. Niestety często słyszymy wersję nieco zdeformowaną w postaci: 3 ósemki - 2 ćwierćnuty, czy nawet: 4 ósemki - ćwierćnuta, lub jeszcze inny, mniej określony rytm. Nuty długie (w tym wypadku ćwierćnuty) właśnie w tym są najbardziej charakterystyczne, że są długie! Pozwólmy więc im wybrzmieć. Zaś dla modlącego się chrześcijanina te właśnie nuty długie są szczególnym miejscem oparcia i mocy modlitwy. Pozwalają mu „zdążyć” wyrazić się przed Bogiem.








